11.07

Siedzę na lotnisku. Znowu. Tym razem innym. I znowu nie wiem po co tam lecę… Aaaaa taaa, kolejne testy zaliczyć.

Tylko czy to jest to co chcę w życiu robić?? Czy może mam już dość tego życia?? Zmeczenie materiału?

Zdecydowanie jestem nienaturalnie zmęczona… Spać mogę wszędzie.

A moze to już ten wiek starczy?? 😉

Kciuki trzeba dzis łamać. A jutro je trzymać bym zdała.🤗

Reklamy

07.07.

Przykro. Złość. Zwiedzenie. Rozczarowanie.

Czy ja zawsze już będę popełniać ten sam błąd.?

3.07.

Siedzę na sofie. Wolne mam. Uczyć się powinnam. A myślę. Szkodzi mi to. Myślenie.

Wczoraj czekał na mnie prawie godzinę na ulicy w aucie. Nie wiedziałam że tam jest. Nie odbierałam wiadomości od niego. Gdy się dowiedziałam ubrałam się w to co było pod ręką i wyszłam. Pojechaliśmy na herbatę. I już wiem, że to nawet jest błąd. Sprawia że czuję się wyjątkowo. I to mnie gubi… Bo chyba każda z nas chce się tak czuć. Ja za tym tęskniłam. Ale cena jest za wysoka. Muszę przeczekać. Znowu. Wpaść na swoje tory.

Zamiast myśleć o czymś co się nigdy nie spełni, zajmij się tym na co masz wpływ!!!! Ucz się kobieto!!!! Po to wolne wzięłaś!!! Amen.

11.06.

Siedzę na lotnistu. Zastanawiam sie po co ja tam lecę… Uciekły mi te marzenia. Chęci by coś zrobic. Nie ma ich. Tak po prostu. Straciły na znaczeniu..

Droga była koszmarem z deszczem i wiatrem. Tylko mezczyzna z jaguara mnie jawnie podrywal ma drodze. 😉

Chodzi mi piosenka… „co ja tobie tu.. co ty tutaj robisz..? ”

Ni cholery nie wiem.

Porażka.

9.06

Gdy już wydaje mi sie, że ogarniam swoje uczucia do niego, gdy wydaje mi sie ze juz jest lepiej, gdy wydaje mi sie ze zapominam o jego czułości, dotyku… on sie odzywa, ja się zgadzam na spotkanie, i… okazuje się że faktycznie, tylko mi sie wydawało… I jazda zaczyna się od nowa. Gdzie znaleźć sile by to zakończyć? Jak ją znaleźć?? I jak wytrwać?

Dlaczego jestem taka słaba?

Zafundowalam sobie znowu ten koszmar…!

A we wtorek do Krakowa. A we środę na egzamin.

8.06.

Słaby dzien. Poplakałam. Że też baba 40 lat na karku a płacze… Cholernie zateskniłam za domem w Polsce… Za moim miejscem gdzie mogę usiąść i odetchnąć… Spokojnie zastanowić się co dalej… zdystansować… Przemyśleć. Nie jest mi to dane. Tęsknię za tym dzis…

Widzialam sie z nim. To nie to samo już. Ale emocje na zakonczenie…. niesamowite. Chciał by bysmy sie zobaczyli gdy oboje będziemy w Polsce. Nie mogę sobie na to pozwolic.

Lecę do Krakowa we wtorek. We środę mam egzamin. Znowu. Mam nadzieje ze tym razem pójdzie dobrze. Bo tracę wiarę po co to robie. I dlaczego.

I to nie jest tak że jestem cały czas nieszczęśliwa. Mam mnustwo milych chwil w zyciu.. Jak powrót chwilowy do mojej pierwszej pracy w hotelu, przyjęto mnie jak „legendarne zjawisko”. Bardzo miło. Jutro idę tam ostatni raz. Prawdę mówiąc mam dosc… pomimo wszystko. Za mało mi płacą bym tam dawała sie wykorzystywac.

Po prostu chyba nie wiem czy ide dobra droga w swoim życiu….

28.04

Nie zdałam egzaminu w pamiętny czwartek. Z różowa walizką czekałam na niego. Siedziałam, gapiłam sie na buty, zastanawiałam się czy iść siku… bo przecież jeszcze 5 osób na B, jedna na A1 do wylosowania i dopiero ja. Na końcu. No i tak se siedziałam myśląc o tym czy iść czy nie. Podniosłam głowę – WYLOSOWANO przeczytałam. To co poczułam, jest nie do opisania. Nagły atak paniki ” że jak!!!?? Że to JUŻ!!!???” „ALE ŻE CO!!!??”

No. Nagły wyrzut adrenaliny zrobił swoje. I chociaż Pan instruktor tester (przystojny) robił co mógł bym zdała, ja robiłam co mogłam by nie zdać. Wygrałam. Na mieście. Baba mnie pokonała – Rondo Wanda. Prawdę mówiąc ja bym sama siebie już na placu oblala.

Walizkę przetrzymali mi mili panowie u „klucznika”. Za zakazem wstępu osobom nie upowaznionym.

Wróciłam do domu nad ranem. Piątek był. Po południu telefon z pracy ze jestem zwolniona. Redukcja etatów. Mogę nie przychodzić do pracy..

Mąż też w wyniku nieporozumienia stracił prace. Tego samego dnia. Na szczescie odzyskał. Po kilku godzinach wyjaśnień. Ulżylo. Trochę.

Ostatnia niedziela. Obiecałam mężowi że pojadę zagłosować. Zarejestrował nas. Siebie na Szkocji (5h w jedna strone)- bo mu kursor źle zajechał. Nooo dżipiesu nie posiada to fakt. Ten kursor. Odkrecił to jakoś. Pojechaliśmy. Wracając popsuło sie auto. Na lawetę czekaliśmy 2,5h. Przyjechała. Okazało się że ma podjazd za stromy i nie może wciągnąć auta. Czekaliśmy na drugą lawetę. Półtorej godziny. Kombinowali. Profesjonalnie…

Nie dało się. Pomimo TAKIEGO zaangażowania i kolejnych 45min spędzonych, pokonał ich hak. Ich własny hak. Za wysoko byl zainstalowany. Skończyło się na tej drugiej lawecie i wolnym powrocie do domu. A mąż mi mówił przy wyjściu z domu „Tak szybko nie dam Ci wrócić do domu…” . Myślę jednak że mial zupełnie cos innego na myśli. Wspomnę jeszcze o poparzonej dupce, bo siku w krzaki każdy czasami musi. I o zapachach z KFC, gdy jesteś głodna. Nie, Nie mogłam iść tam siku bo to było kawalek i po przeciwległej stronie ulicy.

Auto pożyczył nam nasz kochany mechanik, do którego zajechało nasze auto.

W poniedziałek, wczoraj, pojechaliśmy po drugie auto, stało u mechaników innych. Odebralismy. Wyjechaliśmy. 20km dalej auto zdechło. Na autostradzie. Mąż rano odnowił polisę ubezpieczeniową, z lawetą. Przydało się. Mechanicy są kurwa przeszczesliwi. Ja bez auta, no, dowiedziawszy sie o tym, kochany mechanik dowiedziawszy się o tym kazał mi zabierać auto jego auto spowrotem. Byłam szczęśliwa. Są jednak dobre człowieki.

Nuda mi nie grozi.. .

Hmmm…W dalekiej przeszłości miałam (I nadal mam), koleżankę. ZAWSZE, ale to ZAWSZE, gdy się widziałysmy, rozmawiałysmy, miałam pecha, cos się psuło, złe wiadomości, albo inny armagedon. Zazwyczaj kosztowny i to bardzo. I od kilku tygodni rozmawiamy prawie codziennie. Zapomniałam o tym. Właśnie sobie to przypomniałam. I ciągle to działa. Wiem, zabobon. Jednak jest wiele, wiele dowodów na to w moim życiu. Nawet moja mama kiedys mówiła żebym moze bardzo mocno ograniczyła kontakty… Cholera. A ona teraz ma ciężko i… pomaga jej rozmowa ze mną. Co robić?

W dużym aucie padł silnik… wymieniony kilkanaście tygodni temu. Szlag.